poniedziałek, 6 lipca 2015

Ufamy, a potem myślimy..

Co tak naprawdę sprawia, że ufamy ludziom?
Dlaczego pozwalamy im się do siebie zbliżyć?
Dlaczego nie myślimy jak to się skończy?
W sumie to myślimy.
Problem w tym, że przeważnie rozważamy te pozytywne scenariusze. I to nie tak odrazu.. Najpierw ufamy, a potem myślimy, a skoro juz temu komuś zaufaliśmy to nie myślimy o nim i o naszej wspólnej przyszłości źle.. Przecież człowiek, któremu zaufaliśmy musi być dobry, więc jaki sens myśleć źle?
No właśnie...
A gdybyśmy było troszeczkę inni?
Gdybyśmy myśli stawiali przed czynami?
Czy nie byłoby to dla nas lepsze?

W momencie gdy mamy zamiar wpóścić kogoś do naszego życia zacznijmy myśleć. Nie znamy go jeszcze, nie mamy o nim zdania. Nasza ocena będzie bardziej obiektywna. W głowie układany zarówno pozytywne, jak i negatywne scenariusze. Plusy i minusy danej znajomości. Wtedy w zależności od tego, czego jest więcej podejmujemy decyzję, czy jednak zaryzykujemy.
Jednak to jest dla nas za trudne. Boimy się decydować. Wolimy by wszystko działo się samo, a odpowiedzialność wyborów spoczywała na kimś innym. Gdzieś tam w środku mamy taką cząstkę, która nas ostrzega, ale wolimy ją czymś przyćmić. Nie chcemy mieć poczucia odpowiedzialności za to, że co się wydażyło. Bo przecież dużo łatwiej jest potem stwierdzić
"To o Jego/Jej wina. Mógł/Mogła się nigdy nie pojawiać w moim życiu..."
Bo przecież my nikogo nie wpuszczaliśmy. Drzwi są cały czas otwarte i to inni decydują, czy przejdą przez próg.
Od tematu zaufania bardziej tutaj odbiegliśmy, ale mimo wszystko mam nadzieję, że napisałam coś, co choć trochę daje do myślenia.
Temat konkretnego zaufania może jeszcze kiedyś zostanie poruszony, ale to chyba jeszcze nie czas na to..

1 komentarz:

  1. Powiem Ci, że piszesz naprawdę fajnie i ciekawie. :) Twoje teksty, pytania dają dużo do myślenia. :)

    OdpowiedzUsuń